Mam na imię Veronica. Jestem raczej nieśmiała, ale to przez moją przeszłość. Z resztą nie ważne… Mieszkam na obrzeżach Londynu, w którym często pada. Dziś jest pierwszy dzień wakacji i jest nawet ciepło, co przyjęłam ze zdziwieniem.
Było już południe, więc umyłam się, wyszczotkowałam zęby, po czym wysuszyłam włosy. Tak na marginesie JAK JA ICH NIE CIERPIĘ! Moje włosy są takie, że jeden jest prosty, drugi lekko kręcony, a trzeci jest jak lok. Wyprostowałam je, a następnie zeszłam na śniadanie, gdzie mój tata jadł i czytał poranną gazetę.
- Cześć córciu – przywitał się, posyłając mi uśmiech.
- Cześć – dałam mu buziaka w policzek. – A gdzie Chris? – rozejrzałam sie po kuchni, lecz nigdzie nie zauważyłam mojego brata.
- Poszedł po bułki do sklepu – odparł mój tata z sarkazmem, jakbym była jakaś chora umysłowo.
- Jeszcze śpi?! – wydarłam się, niedowierzając.
- Boże, córciu.. nie znasz go? – zaśmiał się.
- No w sumie…
Mój brat to straszny śpioch. I w dodatku są wakacje, więc sama nie wiem czemu tak się zdziwiłam…
- Czytałaś już gazetę? – spytał mój tata, po chwili ciszy.
- Niee. A co w niej jest takiego? – zaciekawiłam się.
- Piszą, że ten zespół który tak bardzo lubisz… Czekaj jak on ma? – przerwał, nie pamiętając nazwy. – No mniejsza… Ma się przeprowadzić w okolice Londynu – powiedział, patrząc w gazete i zapewne szukając nazwy zespołu.
- One direction? – podsunęłam mu.
- O, no właśnie! – pokiwał głową, twierdząco.
- Acha… – odparłam niezbyt entuzjastycznie. Tata tylko spojrzał na mnie, a następnie pożegnał się całusem w policzek, ponieważ wychodził już do pracy.
Zrobiłam sobie na śniadanię płatki z mlekiem. Niestety nie dano mi ich dokończyć, bo usłyszałam z góry krzyk Chrisa:
- Veronica zabieraj ode mnie tego zapchlonego kundla, bo go wyrzucę przez okno!
Jak przystało na dobrą siostrzyczkę, poszłam na górę do pokoju brata. To co tam zobaczyłam wywołało u mnie wybuch na prawdę głośnego śmiechu. Chris w samych bokserkach, walczący o kołdrę z puszkiem to nie codzienny widok… Tak wiem, wiem.. mój pies to geniusz!
Dalej się śmiejąc, podeszłam do psa.
- Dobry piesek, dobry – pogłaskałam psa za uchem, chichocząc.
- I z czego rżysz?! Twój pies nie dał mi się wyspać! – skarżył się Chris.
- No cóż… Jakby nie patrzyć, jest już godzina 13, braciszku – uśmiechnęłam się do niego niewinnie, na co tylko zawarczał niczym mój pies, po czym wygonił mnie i Puszka z pokoju. Taa… to będą wakacje jak zawsze.
Było już południe, więc umyłam się, wyszczotkowałam zęby, po czym wysuszyłam włosy. Tak na marginesie JAK JA ICH NIE CIERPIĘ! Moje włosy są takie, że jeden jest prosty, drugi lekko kręcony, a trzeci jest jak lok. Wyprostowałam je, a następnie zeszłam na śniadanie, gdzie mój tata jadł i czytał poranną gazetę.
- Cześć córciu – przywitał się, posyłając mi uśmiech.
- Cześć – dałam mu buziaka w policzek. – A gdzie Chris? – rozejrzałam sie po kuchni, lecz nigdzie nie zauważyłam mojego brata.
- Poszedł po bułki do sklepu – odparł mój tata z sarkazmem, jakbym była jakaś chora umysłowo.
- Jeszcze śpi?! – wydarłam się, niedowierzając.
- Boże, córciu.. nie znasz go? – zaśmiał się.
- No w sumie…
Mój brat to straszny śpioch. I w dodatku są wakacje, więc sama nie wiem czemu tak się zdziwiłam…
- Czytałaś już gazetę? – spytał mój tata, po chwili ciszy.
- Niee. A co w niej jest takiego? – zaciekawiłam się.
- Piszą, że ten zespół który tak bardzo lubisz… Czekaj jak on ma? – przerwał, nie pamiętając nazwy. – No mniejsza… Ma się przeprowadzić w okolice Londynu – powiedział, patrząc w gazete i zapewne szukając nazwy zespołu.
- One direction? – podsunęłam mu.
- O, no właśnie! – pokiwał głową, twierdząco.
- Acha… – odparłam niezbyt entuzjastycznie. Tata tylko spojrzał na mnie, a następnie pożegnał się całusem w policzek, ponieważ wychodził już do pracy.
Zrobiłam sobie na śniadanię płatki z mlekiem. Niestety nie dano mi ich dokończyć, bo usłyszałam z góry krzyk Chrisa:
- Veronica zabieraj ode mnie tego zapchlonego kundla, bo go wyrzucę przez okno!
Jak przystało na dobrą siostrzyczkę, poszłam na górę do pokoju brata. To co tam zobaczyłam wywołało u mnie wybuch na prawdę głośnego śmiechu. Chris w samych bokserkach, walczący o kołdrę z puszkiem to nie codzienny widok… Tak wiem, wiem.. mój pies to geniusz!
Dalej się śmiejąc, podeszłam do psa.
- Dobry piesek, dobry – pogłaskałam psa za uchem, chichocząc.
- I z czego rżysz?! Twój pies nie dał mi się wyspać! – skarżył się Chris.
- No cóż… Jakby nie patrzyć, jest już godzina 13, braciszku – uśmiechnęłam się do niego niewinnie, na co tylko zawarczał niczym mój pies, po czym wygonił mnie i Puszka z pokoju. Taa… to będą wakacje jak zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz