piątek, 16 maja 2014

Rozdział II


Stojąc tak sobie zobaczyłam Nialla w bokserkach, na których były różne kanapki, hot-dogi, lizaki itp. Pomyślałam sobie "Rano też takie miał...?". W ręce trzymał marchewkę… "Wtf?!" i spierdalał przed Louisem, który spierdalał przed Harrym który był NAGI!
- Boożeee! – pisnęłam i schowałam się za Zaynem.
- Chłopaki! - Wydarł się Zayn. Wszyscy jak jeden mąż, stanęli żeby na niego spojrzeć.
- Mamy gościa. - Kiwnął głową na mnie. Nieśmiało wychyliłam się zza mulata.
-  Cze-cześć. – No, ale teraz dojebałam, masakra… Czułam jak robię się cała czerwona. Ej, czemu tu jest tak gorąco? Z zadumy wyrwał mnie głos głodomorka.
- No hej Veronica, jak się masz? Co tam u ciebie słychać? Ooo, a co to za ładny piesek? - Nawijał jak potłuczony. Chciał pogłaskać puszka, ale on na niego zawarczał.
- A nie mówiłem, że psy cię nie lubią? – zaśmiał się, Lou.
- Lubią, lubią. Tylko, że jeszcze o tym nie wiedzą - wyszczerzył się, Niall. Spojrzałam na Harrego, który jakoś dziwnie się na mnie patrzył. Zaczęłam sie go trochę bać... A jak się odezwał to już w ogóle się w gacie posrałam.
- Skąd wytrzasnąłeś tę przybłędę Zayn? Myślałem że stać cię na coś lepszego. I jeszcze z psem? – zaśmiał się szyderczo. - To nie jest schronisko dla zwierząt.
- O co ci, kurwa, chodzi? - wściekł się, Zayn. - Jak śmiesz się tak do niej odzywać?! Jesteś... - Więcej już nie słyszałam, bo stamtąd uciekłam. Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie upokorzył...
Wpadłam, jak burza do mojego domu. Nawet nie ściągnęłam butów, tylko od razu pobiegłam na górę. Wbiegając do pokoju, zahaczyłam o coś nogą i jebnęłam, jak długa na kant biurka. Potem była już tylko ciemność...
Obudziłam się po jakimś czasie na podłodze... Że jak kurwa?! Aaa, już wiem. Przecież przewróciłam się o coś. Mniejsza z tym.
Tak sobie myślałam o dzisiejszym dniu, aż nagle o czymś przypomniałam...
- Kurwa mać! Puszek u nich został! - Szybko wstałam z tej jebanej podłogi i... no przecież znowu musiałam się wyjebać, tylko że tym razem na lóżko. Dobre i to...
- Ale helikopter - Nawijałam sama do siebie...przecież. Podeszłam do lustra żeby zobaczyć jak wyglądam. Oczywiście włosy w nieładzie, krew na czole, czerwone oczy. Zaraz, wróć! Krew na czole?! Jęknęłam. 
- No to chyba jakieś żarty są - powiedziałam sama do siebie. Spojrzałam na zegarek, była godzina 22:10. Teraz pół nocy nie będę spać. Poszłam do łazienki i zmyłam krew. Nie chciało mi się przemywać rany wodą utlenioną. Wspominałam, że ta rana ma z jakieś dwa centymetry? Nie? No to teraz już wiecie... Nakleiłam plaster na czoło i wróciłam do pokoju, żeby się uczesać.
Gdy skończyłam, włączyłam lapka i wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach, modląc się w duchu żeby tata mnie nie zobaczył. Oczywiście nadzieja matką głupich. Tata akurat wychodził z kuchni, która tak nawiasem mówiąc jest po lewej stronie jak się schodzi ze schodów. Ubrany był w zwykłe dżinsy, czarną koszulkę, a na nogach miał kapcie. 
- Veronica? A tobie co się stało?! - Oczywiście, jak zwykle zaczął panikować.
- Nic mi nie jest tato, wywaliłam się w pokoju, bo zahaczyłam o coś nogą, sam wiesz jaki mam bałagan w pokoju - wyszczerzyłam się do niego. 
- Ale na pewno nic ci nie jest? Może pojedziemy do szpitala? Albo lepiej zadzwonię po jakiegoś lekarza.. - Podeszłam do niego i położyłam rękę na jego barku. 
- Nic mi nie jest, naprawdę  - uśmiechnęłam się. Mój tata jest bardzo opiekuńczy. 
- No dobrze córciu - pocałował mnie w czoło na co znowu moje usta wykrzywiły się w uśmiechu.
Podeszłam do drzwi, kiedy mój tata znowu mnie zatrzymał. 
- A ty dokąd o tej godzinie?
- Zostawiłam psa u znajomych, zaraz przyjdę. Będę za 5 min.
Wyszłam z domu. Od razu zrobiło mi się zimno. Mimo, że było lato i zapewne dla normalnego człowieka byłoby ciepło, to mi i tak było zimno. Skierowałam się w stronę domu chłopaków. Hmm... nie paliły się u nich żadne światła. Chuj z tym, muszę odebrać swojego psa. Zapukałam do drzwi, nic. Zadzwoniłam, też nic. Jeszcze raz zapukałam, znowu nic. 
- Co jest kurwa, jaja sobie robią?! - Wydarłam się na cały regulator. Zaczęłam walić w te drzwi jak jakaś opętana, normalnie. W końcu po 5 minutach, ktoś raczył otworzyć mi drzwi. Drzwi otworzył mi nie kto inny, jak Harry. Co jest kurwa? Czy to jest dzień wkurwiania Veronici?!
- Przyszłaś po tego zapchlonego kundla? - Nawet nie przejął się tym że mam rozwalone czoło, miło. 
- Zapchlony to jesteś ty - syknęłam. Jak on śmie obrażać mojego kochanego pieska? I czemu on mnie tak nie lubi?
- Pff, chciałabyś - uśmiechnął się sarkastycznie. Jednak mimo wszystko, wpuścił mnie do środka. 
- Twój kundel śpi z Zaynem w jego pokoju. Na górze trzecie drzwi po prawo. - Przynajmniej raczył mi powiedzieć gdzie jest mój piesio. Skierowałam się w stronę schodów. Usłyszałam go za sobą. 
- Podziękować to nie łaska?
- Pierdol się – powiedziałam, pokazując mu środkowy palec. On tylko prychnął i wyprzedzając mnie, wszedł do jakiegoś pokoju.
Stanęłam na środku małego tak jakby holu. Po mojej prawej stronie było trzy pary  drzwi, po lewej tak samo. A na wprost jeszcze jedna para drzwi. Ściany były w kolorze brzoskwiniowym, a drzwi ciemnobrązowe. Weszłam tam gdzie mi kazał Harry. Oczywiście bez pukania. I co zobaczyłam? Zayna na wpół przykrytego kołdrą, a obok niego Puszka. Oboje spali. 
- Puszek - szepnęłam. - Puszek chodź. – Wołałam go dalej, ale to nic nie dało.
- Puszek! - Krzyknęłam. Od razu się obudził, a wraz z nim Zayn. Usiadł na łóżku i patrzył na mnie jakby mi druga głowa wyrosła. 
- Wybacz, przyszłam po mojego psa. No chodź Puszek. - Pies podbiegł do mnie merdając ogonem. Pogłaskałam go za uchem. Uśmiechnęłam się. - Gdzie jest jego smycz? - Spojrzałam na Zayna. 
- Leży na biurku razem z kagańcem - uśmiechnął się do mnie.
- Dzięki. - Założyłam puszkowi kaganiec. - No to dobranoc – powiedziałam, uśmiechając się. Już wychodziłam z pokoju, gdy nagle poczułam czyjąś rękę na swoim barku. 
- Poczekaj. - Odwróciłam się do mulata. - Chciałem przeprosić za dzisiejszy dzień i... O boże, co ci się stało w czoło?! - Głos miał jak mała dziewczynka.
Nie mogąc się powstrzymać, jebnęłam śmiechem. 
- To nie jest śmieszne! – Powiedział obrażony, jak i przejęty.
- Ok, ok. Wyjebałam się u siebie w pokoju i zajebałam o kant biurka. Nic mi nie jest - mrugnęłam do niego.
- Byłaś w szpitalu? - Jęknęłam w odpowiedzi. - No co?
- Zachowujesz się jak mój tata. Nie, nie byłam w szpitalu. Nic mi nie jest. Naprawdę. 
- No... niech ci będzie. - W końcu odpuścił. 
- No dobra, to ja spadam, pa. - Zeszłam po schodach, a Zayn cały czas szedł za mną. 
- Sama trafię do drzwi - powiedziałam, nie odwracając się. 
- Oj, cicho bądź. Próbuję być dżentelmenem. - Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że się uśmiecha. Słychać było to po jego głosie. 
- Powodzenia  - zaśmiałam się. Gdy byłam już przy drzwiach odwróciłam się do niego. - No to dzięki za opiekę nad nim i przepraszam.
A w ogóle wspominałam wam, że Zayn był w samych bokserkach? Gdybyście tylko zobaczyli jego klatę. Mrrr... Normalnie przecież prawie doszłam na miejscu, na sam jego widok. A mieć takiego w łóżku to, achh... No cóż, za marzenia nie karzą…
- Nie ma sprawy, to ja przepraszam za tą dzisiejszą akcję. Naprawdę mi przykro i strasznie głupio...
Uciszyłam go machnięciem ręki. - Było minęło. No to dobranoc jeszcze raz. - Nie chciałam wracać do tego tematu, bo na samą myśl o tym robiło mi się smutno. 
- Dobranoc - pogłaskał Puszka za uchem, na co pies szczeknął, a mnie pocałował w policzek. Czułam jak się rumienię. Chyba zauważył to, bo się słodko uśmiechnął.
W końcu wróciłam do domu. Była godzina 22:46. Trochę się zasiedziałam, pomyślałam. Nie chciało mi się myć, przebrałam się tylko w piżamę, wzięłam lapka i położyłam się do łóżka, a Puszek razem ze mną. Zdjęłam mu smycz i kaganiec i odłożyłam to wszystko na biurko. Przejrzałam fejsa, a potem włączyłam sobie film pt."Now is Good". Poszłam spać jakoś po 3 nad ranem, bo po filmie, czytałam jeszcze książkę...
___________________
Uff.. Ciężko było wrócić do pisania po rocznej przerwie :D Mam nadzieję, że tak źle nie jest XD Pozdrawiam ;*

sobota, 10 maja 2014

Rozdział I

Kilka dni później.

Taty już nie było w domu, pewnie był w pracy. Chris jeszcze śpi, jak zawsze zresztą. Po zjedzeniu śniadania, nakarmiłam psa i wyszłam z nim z domu, aby pójść na spacer.

Spacerowałam z Puszkiem już mniej więcej z dwie godziny. Akurat teraz znajdowaliśmy się w parku. Patrzyłam na dzieci bawiące się na placu zabaw, co chwilę mijałam zakochane pary. Ja nigdy nie miałam chłopaka, bo po prostu jestem za brzydka. No cóż.. takie życie.

Wracając do domu wstąpiłam jeszcze do sklepu po zakupy. Wróciłam do domu i skierowałam się do kuchni. Zakupy zostawiłam na stole, stawiając je tak, żeby Chrisowi było łatwiej je znaleźć. Puszka zostawiłam w salonie, a sama wyszłam na podjazd, aby zobaczyć do skrzynki i przy okazji sprawdzić, czy nadal stoi pełno samochodów, które widziałam wcześniej, wychodząc na spacer. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że nie ma już na podjeździe żadnego samochodu od przeprowadzek. Po chwili jednak wzruszyłam ramionami, myśląc, że przecież mnie to nie obchodzi…

Zajrzałam do skrzynki, przeglądnęłam listy i natrafiłam na jeden, który na pewno nie był do nas, tylko do jakiegoś tam Paula, a adresem był dom na przeciwko. Nie chciałam tam iść i dawać im tego listu, ponieważ nie miałam ochoty poznawać nowego sąsiada. Ale niestety, mus to mus, tak więc poszłam. Zapukałam jeden raz, drugi, aż w końcu drzwi się otworzyły. Nie wiedziałam kto za nimi stał, bo moje oczy były zwrócone ku ziemi.
- Dzień dobry, nazywam się Veronica i mieszkam w domu na przeciwko – mówiąc to skinęłam lekko głową na mój dom, nadal nie patrząc na tego gościa. – Przez pomyłkę w mojej skrzynce był list do pana – podniosłam głowę i nie zgadniecie kogo zobaczyłam… NIALLA HORANA W SAMYCH BOKSERKACH! Byłam niemal pewna, że moje oczy w tej chwili były niczym dwa spodki… Nie wspominając już o mojej szczęce, która wylądowała na ziemi. No nie wierzę…

- No siema, jestem Niall, ale sądząc po twojej minie to chyba mnie znasz. – zaśmiał się. – Dzięki – powiedział, patrząc na list, którego w dalszym ciągu mu nie podałam. Strzeliłam sobie mentalnego liścia i wyciągnęłam ku niemu rękę, w której trzymałam list. Kiedy odbierał go ode mnie, nasze dłonie się lekko musnęły. Speszona szybko zabrałam rękę. – Może wejdziesz? – zasugerował, uśmiechając się łobuzersko.

- Eee… nie, dzięki. Muszę już iść. – wypaliłam, po czym wystrzeliłam jak strzała do mojego domu. Zamknęłam drzwi za sobą i oparłam się o nie, nie wierząc kogo przed chwilą spotkałam…

- Aaaa! To był Niall… O boże! Dotknęłam Nialla Horana, aaa! – zaczęłam piszczeć jak nienormalna. – Nie no, dobra Veronica, ogar przecież to tylko Niall Horan, nie?- gadałam sama do siebie.

- No tak, to tylko Niall Horan… – podskoczyłam niemal do sufitu, słysząc brata.

- Aaa! – krzyknęłam ze strachu – Chris! Nie strasz!
Zaczął się ze mnie śmiać. – A tak w ogóle to co to za akcja z tym pedałkiem? – Taa… mój brat ich nie znosi. – Drzesz się jakby cię ktoś ze skóry obdzierał.

- Nie uwierzysz! W tym domu na przeciwko mieszkają One Direction! – rzuciłam się bratu na plecy z radości. – Rozumiesz to!? Właśnie poznałam osobiście 1/5 członka One Direction. Aaaaaa!
- O kurwa… – jęknął mój brat, po czym zrzucił mnie z siebie na podłogę i jakby nigdy nic, poszedł do kuchni, zapewne coś wpierdalać.
- Noo, eej! – jęknęłam z bólu, bo walnęłam głową o podłogę. – No co za dziecko w ogóle… Ja nie wiem, chyba w buszu się wychował, ja pierdolę… – mruczałam sobie pod nosem wkurwiona, dalej siedząc na podłodze.
- Mówiłaś coś?- krzyknął cwaniacko, Chris.
- Kto? Ja? Niee, no co ty. Zdaje ci się – udawałam głupią, po czym wstałam i wyszłam na dwór z psem, bo poczułam głód nikotynowy. Taak, palę papierosy… Mój tata nie wie, że pale i niech tak zostanie. Nie mogłam w domu zapalić, później by śmierdziało. 

Szłam tak sobie z psem przez jakąś ulice i patrzyłam na bardzo dobrze znane mi widoki. Wszystko takie ładne, zadbane. Poszłam do parku, w którym byłam wczoraj z Puszkiem i wyciągnęłam papierosa. I nagle spostrzegłam, że nie mam zapalniczki, co mnie niesamowicie wkurwiło – Kurwaaa! – wydarłam się na cały głos. Chuj z tym, że ktoś mnie mógł usłyszeć. Byłam wkurwiona na maksa. Nie chciało mi się iść do sklepu. Nie wiedziałam co robić… Nagle znikąd przybyły do mnie wspomnienia. Moja pierwsza fajka, pierwszy buch… Pamiętam Meg i Pati, które pokazywały mi jak się zaciągnąć. „Mama idzie!” Stary, dobry sposób… Mimo wkurwienia, zachichotałam pod nosem. To były czasy. Tęsknie za nimi i to bardzo, ale cóż, sama urwałam z nimi kontakt. Westchnęłam ciężko. Gdy tak rozmyślałam podszedł do mnie chłopak o ciemniej karnacji, ślicznych czekoladowych oczach i czarnych włosach. Grzywkę z blond paskiem miał postawioną wysoko do góry.
- Chcesz? – podał mi zapalniczkę, po czym usiadł obok mnie na ławce, uśmiechając się.
- Jasne, dzięki – odrzekłam z bananem na ryjcu, ponieważ był to sam ZAYN MALIK! O ludu… Czy dzisiaj jest dzień spotykania One Direction!? Powoli zaczynam wierzyć, że tak… Modliłam się w duchu, żeby nie strzelić żadnej gafy.
- Widzę, że wiesz kim jestem – powiedział rozbawiony, ale i trochę zawiedziony.
- No tak jakoś wyszło, że zobaczyłam cię kilka… – w głowie dodałam „kilkaset” – razy w telewizji i w gazetach. Więc jakbym mogła cię nie znać? – uśmiechnęłam się i puściłam do niego oczko.
Zaśmiał się głośno – Spoko. Ale żeby było oficjalnie to się przedstawię - stwierdził, chichocząc – Zayn Malik – podał mi rękę, uśmiechając się uroczo.
- Veronika Olson – podałam mu dłoń, na której Zayn złożył pocałunek.
- Ooo, jaki dżentelmen – zachichotałam, na co Malik puścił mi oczko. Odpaliłam w końcu papierosa i oddałam mu zapalniczkę. Wziął ją i również odpalił sobie fajkę.
- Skąd jesteś? Bo masz trochę dziwny akcent… – Odezwał się niespodziewanie, patrząc na mnie zaciekawiony. – Nie żebym cię obrażał, czy coś. Tak się tylko zastanawiam.
Zaśmiałam się. – Jestem z Polski – zrobił dziwną minę, zapewne nie wiedząc gdzie jest Polska. – To taki kraj, który leży w Europie koło Niemiec. No i w Polsce macie naprawdę dużo fanek – szturchnęłam go w ramię, patrząc na niego znacząco.
- Aa! Już wiem gdzie to jest. No właśnie, często do nas piszą na tt i w ogóle. – uśmiechnął się tak bosko, że chyba właśnie przeżyłam taki mini orgazm… Normalnie nogi miękną. Nie, stój! On mi się nie może spodobać…
- Idziemy do mnie? – Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Zayn’a. Spojrzałam na niego z miną
„Are you fucking kidding to me?” – Nie patrz tak na mnie, bo zaczynam się bać – zaśmiał się. – No chodź. Proszę – zrobił słodkie oczka, niczym Bambi, że po prostu nie mogłam mu odmówić. Ale zaraz, czekaj, stop. Gdzie jest mój piesek?!
- Puszek! – zawołałam, a Zayn spojrzał na mnie jak na jakąś wariatkę - Wołam psa – wyjaśniłam. – Puszek, gdzie jesteś?! No chodź! Wracamy! – I w tej samej chwili poczułam jak uwala się na mnie wielki ciężki pies- Ałaaa! To bolało! – zrzuciłam go z siebie.
- Nic ci nie jest? – Zayn szybko podszedł do mnie, wyciągając rękę.
- Niee, chyba nic. – uśmiechnęłam się, uspokajając go.
- Uff, to dobrze – złapał się ręką za „serce”. – Więc to jest twój piesek? – Schylił się do Puszka i głaskał go po uszach. A ja zdziwiona patrzyłam jak mój piesio merda sobie ogonkiem szczęśliwy. No, bo co jak co, ale mój pies nie lubi obcych ludzi, którzy go dotykają. Fakt, miał na sobie kaganiec, więc nic nie zrobi, no, ale ludu! – No to co, idziemy?
- Tak. – Wyrzuciłam peta i przypięłam Puszka do smyczy. – No to w drogę – ruszyłam z psem, a Zayn za nami. Jednak szybko się z nami zrównał.
Wchodząc do jego domu przeżyłam mini zawał…
__________________________________________________________
Noo więc jest 1 rozdział! No i od razu powiem że rozdziały pisze na żywca. Czyli że nie mam już napisanych z 50 rozdziałów. Po prostu jak najdzie mnie wena to pisze Więc nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Pozdrawiam Wwercciaa;***

Prolog

Mam na imię Veronica. Jestem raczej nieśmiała, ale to przez moją przeszłość. Z resztą nie ważne… Mieszkam na obrzeżach Londynu, w którym często pada. Dziś jest pierwszy dzień wakacji i jest nawet ciepło, co przyjęłam ze zdziwieniem.

Było już południe, więc umyłam się, wyszczotkowałam zęby, po czym wysuszyłam włosy. Tak na marginesie JAK JA ICH NIE CIERPIĘ! Moje włosy są takie, że jeden jest prosty, drugi lekko kręcony, a trzeci jest jak lok. Wyprostowałam je, a następnie zeszłam na śniadanie, gdzie mój tata jadł i czytał poranną gazetę.

- Cześć córciu – przywitał się, posyłając mi uśmiech.
- Cześć – dałam mu buziaka w policzek. – A gdzie Chris? – rozejrzałam sie po kuchni, lecz nigdzie nie zauważyłam mojego brata.
- Poszedł po bułki do sklepu – odparł mój tata z sarkazmem, jakbym była jakaś chora umysłowo.
- Jeszcze śpi?! – wydarłam się, niedowierzając.
- Boże, córciu.. nie znasz go? – zaśmiał się.
- No w sumie…
Mój brat to straszny śpioch. I w dodatku są wakacje, więc sama nie wiem czemu tak się zdziwiłam…
- Czytałaś już gazetę? – spytał mój tata, po chwili ciszy.
- Niee. A co w niej jest takiego? – zaciekawiłam się.
- Piszą, że ten zespół który tak bardzo lubisz… Czekaj jak on ma? – przerwał, nie pamiętając nazwy. – No mniejsza… Ma się przeprowadzić w okolice Londynu – powiedział, patrząc w gazete i zapewne szukając nazwy zespołu.
- One direction? – podsunęłam mu.
- O, no właśnie! – pokiwał głową, twierdząco.
- Acha… – odparłam niezbyt entuzjastycznie. Tata tylko spojrzał na mnie, a następnie pożegnał się całusem w policzek, ponieważ wychodził już do pracy.
Zrobiłam sobie na śniadanię płatki z mlekiem. Niestety nie dano mi ich dokończyć, bo usłyszałam z góry krzyk Chrisa:
- Veronica zabieraj ode mnie tego zapchlonego kundla, bo go wyrzucę przez okno!
Jak przystało na dobrą siostrzyczkę, poszłam na górę do pokoju brata. To co tam zobaczyłam wywołało u mnie wybuch na prawdę głośnego śmiechu. Chris w samych bokserkach, walczący o kołdrę z puszkiem to nie codzienny widok… Tak wiem, wiem.. mój pies to geniusz!
Dalej się śmiejąc, podeszłam do psa.
- Dobry piesek, dobry – pogłaskałam psa za uchem, chichocząc.
- I z czego rżysz?! Twój pies nie dał mi się wyspać! – skarżył się Chris.
- No cóż… Jakby nie patrzyć, jest już godzina 13, braciszku – uśmiechnęłam się do niego niewinnie, na co tylko zawarczał niczym mój pies, po czym wygonił mnie i Puszka z pokoju. Taa… to będą wakacje jak zawsze.


Bohaterowie


Veronika – 16-letnia dziewczyna ze straszną przeszłością, o której nie chce wspominać, chce zapomnieć, lecz niestety jej sny jej na to nie pozwalają. Nieśmiała, czasami zabawna. Tęskni za swoimi przyjaciółkami, Patrichią i Margaret. (ur. 5.10.1998)


Chris – 18-letni brat Veroniki. Tak jak siostra jest nieśmiały, ale i również zabawny. Jest wielkim wsparciem dla Veroniki. (ur. 02.12.1996)

Marcus 48l. (ojciec Veroniki i Chrisa) młody w duchu i z wyglądu, bardzo troszczy się o swoje dzieci i bardzo je kocha.


One Direction – Liam 22 lat, Louis 21 lat, Zayn 21 lat, Harry 20 lat, Niall 21 lat